Najwięksi przegrani w polskich klubach piłkarskich

Najwięksi przegrani w polskich klubach piłkarskich

Piłka nożna często kojarzy nam się z ciężka pracą i poświęceniem – i w większości przypadków tak jest. Jednak ważną rolę odgrywa również psychika, bez której można zakończyć swoją piłkarską karierę szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. W polskim futbolu mamy kilka sztandarowych przykładów, które straszą młodych piłkarzy i odwodzą ze ścieżki „prekursorów”.

Najbardziej znanym przykładem jest historia Dawida Janczyka. Polski napastnik był przyrównywany do Sergio Aguero, strzelał bramki na Mistrzostwach Świata do lat 20 i miał nawet rekordowy transfer dla Ekstraklasy – bo CSKA Moskwa zapłaciła za niego aż 4.2 miliona euro. Niestety nie wiedział, że to będzie początek końca. W stolicy Rosji dopadła go samotność i frustracja z braku gry. Często grał „na bombie”, aż w końcu wpadł w uzależnienie od alkoholu, które popsuło mu całą obiecująca karierę. Był wypożyczany do różnych klubów, jednak z tym samym skutkiem. Dostawał wiele szans, nawet w rodzimej ekstraklasie, czy już poziomach niżej, w swoim matczynym klubie, ale niestety nic to nie dało. Wszystko to opisał w swojej książce „Moja spowiedź”. Dawid nie mógł się rozstać z butelką, pomimo starań jego żony i posiadania dwójki dzieci. Obecnie gra on w okręgówce, chodzi do normalnej pracy i ma treningi z dziećmi.

W książce o Andrzeju Iwanie „Spalony” można poczytać o jego uzależnieniu od procentów, jednak według mnie jest on bardziej wygrany. Zagrał aż 29 razy w reprezentacji Polski, zdobył cztery tytuły mistrza Polski i został legendą Wisły Kraków. Jedynym pytaniem jakie powinien zadawać sobie polski pomocnik powinno być „gdyby”, bo gdyby tyle nie wlewał w siebie kariera mogłaby posunąć się jeszcze dalej. Obecnie Andrzej jest prezesem Wieczystej Kraków i radzi sobie w swoim życiu.

Grzegorz Król ze swoją maksymą, która brzmiała „Przegrałem karierę, chcę wygrać życie” wydał książkę o tytule „Przegrany”, która była kolejnym przykładem i podręcznikiem „jak nie prowadzić kariery piłkarza”. Tym razem w grę nie wchodził alkohol lecz uzależnienie od hazardu, przez który Polak wpadł w długi. Po jego porażkach w kasynach, jednak piłkarz popadł w alkohol, co nie zmieniało faktu, że Grzegorz nadal grał w piłkę. Dopóki był w formie ograniczał się jedynie do zapitek po treningach i meczach, co dawało mu „balans”. Grał w takich klubach jak Lechia Gdańsk, Lech Poznań, Amica Wronki, czy na końcu Start Otwock. Jego smutna historia powinna być przestrogą dla młodych zawodników, którzy myślą że sport da im wszystko. Nie wszystko przychodzi łatwo w życiu – o tym opowiada książka Grzegorza Króla.

Powrót do góry